Najważniejsze dzieje się na zapleczu – jak badania laboratoryjne decydują o jakości leczenia?
Prawdziwa diagnostyka zaczyna się tam, gdzie pacjent rzadko zagląda. O kierunku leczenia decydują wyniki opracowane przez ludzi, których nigdy nie spotka. Jednak to właśnie na pracownikach laboratoriów spoczywa odpowiedzialność za najtrudniejsze rozpoznania i rozpoczęcie właściwego leczenia. Co składa się na system jakości w badaniach laboratoryjnych? Jakie są konsekwencje, gdy jednego czynnika zabraknie? Poniżej odpowiedzi.

Biznes kosztem jakości – porażka firmy Theranos
Tłum milczy, kiedy na scenie konferencji TEDMED pojawia się kobieta. Ubrana jest w czarny golf, który ma wizerunkowo przybliżać ją do Steve’a Jobsa i tworzyć image młodej wizjonerki. Za jej plecami inwestorzy, którzy w innowacyjny projekt włożyli 700 mln dolarów. Elizabeth Holmes obiecała rewolucję w diagnostyce i laboratorium wielkości mikrofalówki. Ta obietnica przyniosła jej rozgłos. Gdyby w jej realizację włożyła tyle samo wysiłku, co w marketing, być może Theranos nie upadłby tak nisko.
Holmes budowała Theranosa jak projekt wizerunkowy, nie naukowy. Rzuciła studia na Stanfordzie, ogłosiła, że zmieni świat i natychmiast zatrudniła agencję TBWA\Chiat\Day, czyli ludzi od kampanii, które sprzedawały marzenia szybciej niż fakty. Z jej młodości zrobiono atut, z czarnego golfu ikonę, a z braku doświadczenia romantyczny mit o genialnej outsiderce. Tym przekonała inwestorów, że wezmą udział w rewolucji i wyciągnęła im z kieszeni setki milionów.
Flagowy produkt firmy, Edison, to urządzenie, które rzekomo miało zrobić 240 badań z jednej kropli krwi pobranej z palca. W praktyce wykonywało raptem około 12 testów, a resztę Theranos przeprowadzał na zmodyfikowanych maszynach Siemensa, często bez pełnej walidacji. Do tego krew i tak trzeba było pobierać z żyły, bo próbki z palca były niestabilne i dawały wyniki, które można było równie dobrze losować. Różnica między obietnicą a rzeczywistością długo ukrywała się pod firmową kulturą tajemnicy i medialną zasłoną, ale w końcu fakty wyszły na jaw.
Konsekwencje były oczywiste – fałszywe alarmy i decyzje kliniczne podejmowane na podstawie danych, które nie powinny opuścić laboratoriów testowych. Dla samej firmy ogromny dług, a dla Holmes niekończące się procesy. Theranos pokazał, że diagnostyka może być innowacyjna i bardziej dostępna, ale nigdy za cenę wiarygodności wyników. W medycynie rozgłos nie zastąpi jakości,. Bez solidnych procedur, walidacji i kontroli każde „laboratorium przyszłości” staje się tylko ładną historią opowiedzianą na konferencji.
Jakość w badaniach to więcej niż papier – laboratorium w Bungoma
Program SLMTA wdrożony, na szkoleniach wszyscy obecni, a mimo to po trzech miesiącach nie widać poprawy. Wśród dyrekcji kenijskiego szpitala zapadła konsternująca cisza.
W pamięci mieli obraz ludzi ziewających na warsztatach, kreślących kółka w notatkach i zaraz po szkoleniu wracających do pracy po staremu. Formalności to za mało, aby zmienić złe nawyki. Mimo to ktoś walnął pięścią w stół i zdecydował, że się nie podda. Walka o jakość leczenia i diagnostyki w Bungoma dopiero się rozpoczęła.
Bungoma District Hospital Laboratory to niewielkie, 200-łóżkowe laboratorium w ubogim regionie Kenii. Gdy przeprowadzono audyt SLIPTA, placówka dostała 0 na 5 gwiazdek i wykazała dramatyczny brak zgodności ze standardem ISO 15189. Wdrożenie programu SLMTA (Wzmacnianie Zarządzania Laboratoriami w Kierunku Akredytacji) miało to zmienić, ale pierwsze trzy miesiące nie przyniosły prawie żadnego efektu. Słabo prowadzony laboratoriumodbijało się na całym szpitalu: wysoki odsetek odrzuconych próbek opóźniał diagnozę, a lekarze zgłaszali liczne skargi na jakość wyników.
Dyrekcja nie odpuściła. Po pierwsze, znalazły się realne środki na zakup nowego analizatora, a partnerzy zgodzili się przekazać laboratorium klimatyzatory, bez których utrzymanie stabilnych warunków pracy było niemożliwe. Po drugie, wzięto się za ludzi. Wprowadzono ścianę sławy i ścianę wstydu, system nagród, mentoring 1:1, regularne audyty wewnętrzne i ankiety satysfakcji pacjentów. Po raz pierwszy jakość stała się codziennością, a nie formalnością z segregatora.
Rezultaty przyszły szybko. Po 16 miesiącach w programie SLMTA laboratorium awansowało z 0 do 4 gwiazdek (z 38 procent zgodności do 89). W ciągu dwóch–trzech lat wyniki EQA poprawiły się z 47 do 87 procent; punktualność personelu wzrosła z 49 do 82; skargi klinicystów spadły z 83 do 16; odsetek odrzuconych próbek zmalał z 12 do 3; a roczne naprawy sprzętu z 40 do 15.
Ta historia pokazuje, że wdrożenie systemu jakości to ważny krok, który potrafi dać świetne wyniki. Warunkiem jest proces z realną inwestycją w sprzęt i ludzi, zamiast checklisty obowiązkowych warsztatów.
Laboratorium w szklanej kuli – jak eksperci widzą przyszłość diagnostyki?
Nic nie zastąpi moim zdaniem lekarza i analityka czy diagnosty laboratoryjnego, ale sztuczna inteligencja będzie niewątpliwie pomocna w stawianiu rozpoznań i kreowaniu leczenia.
To słowa, które padły w wywiadzie z profesorem dr. hab. n. med. Maciejem Szmitkowskim z Zakładu Diagnostyki Biochemicznej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Podkreśla on rolę ludzi, ale nawet z tak dużą wiarą w ich znaczenie dla obsługi sprzętów i interpretacji wyników nie jest w stanie zignorować całkowicie technologii.
Raport “Lab of Tomorrow” potwierdza, że cyfryzacja diagnostyki jest nieunikniona. 50 branżowych ekspertów wzięło udział w badaniu. Wielu wskazało, że technologia to znacząca przewaga konkurencyjna, a wykorzystanie AI oraz automatyzacji pozytywnie przełoży się na precyzję badań, oszczędność czasu i niższe wydatki długoterminowe. Jednak respondenci widzą też zagrożenia i bariery kierunku, w którym zmierza diagnostyka. Wdrożenie rozwiązań jest bardzo kosztowne i często spotyka się z oporem pracowników.
Technologia & procedury a nad nimi – człowiek
Eksperckie głosy i powyższe historie pokazują, że skuteczne systemy jakości w diagnostyce laboratoryjnej to odpowiednio wyważona mieszanka trzech składników – technologii, procedur i człowieka.
Technologia ma wspierać jakość, ale nie może być oderwana od realnych możliwości (ani napompowana obietnicami jak u Theranosa). Procedury powinny porządkować pracę, ale tylko wtedy działają, gdy są żywe, sensowne i stosowane tak konsekwentnie jak w Bungoma.
Nad tym wszystkim stoi natomiast człowiek. Ktoś, kto rozumie zasady, pilnuje spójności procesu, interpretuje wyniki i bierze odpowiedzialność za każdy podpis. System jakości funkcjonuje dopiero wtedy, gdy te trzy elementy działają razem. I tylko wtedy gwarantuje pacjentom bezpieczeństwo, którego nie da się zastąpić żadną maszyną czy znaczkiem na szkoleniowej liście obecności.
“Jakoś(ć)”: “ć” robi różnicę”. Artykuł prezentujemy Ci w ramach cyklu, w którym przedstawiamy funkcjonowanie systemów jakości w różnych dziedzinach życia, szczególnie w medycynie.
Więcej informacji: Zespół Medyczny
#DaVitaWay
#doskonałość usług #spójność słów i czynów #zespołowość #nieustanny rozwój #odpowiedzialność #satysfakcja #radość
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.