Ochrona zdrowia i ochrona danych – prywatność pacjenta w trybach systemów jakości
Prywatność pacjenta nie zaczyna się w serwerowni i nie kończy w gabinecie lekarskim. Zależy od decyzji ludzi, działania systemów i jakości procesów, które łączą medycynę z technologią. Dlatego ochrona danych obrosła w tak wiele procedur i zabezpieczeń prawnych. Jednak niestety wciąż zdarzają się sytuacje, kiedy luka w systemie powoduje utratę zaufania pacjentów. Warto pamiętać o tych przypadkach ku przestrodze.

Ludzkie błędy w ochronie danych – wpadki, które podkopują zaufanie
Bez człowieka nie ma systemu jakości. Zwłaszcza w medycynie, gdzie dyscyplina jest równie ważna jak empatia. Jednak to właśnie ludzki błąd często kosztuje najwięcej. I to nie tylko na stole operacyjnym, ale czasem także przed ekranem komputera.
Szpital wojskowy w Żarach
Mogę na chwilę skorzystać z Twojego komputera?
Mało kto na taką prośbę odpowie “nie”, zwłaszcza kiedy pyta dawna koleżanka z pracy. Problem pojawia się, gdy na taką przysługę zgadza się medyk z wojskowego szpitala.
I wychodzi po kawę na 40 minut, wciąż zalogowany do systemu Asseco Medical Management Solutions.
Do incydentu doszło w 105. Kresowym Szpitalu Wojskowym w Żarach, gdzie pracownik zalogował się do systemu medycznego, a następnie udostępnił swój służbowy komputer byłej pracownicy i wyszedł z pomieszczenia, pozostawiając aktywną sesję z dostępem do danych pacjentów. Przez około 40 minut osoba nieuprawniona mogła mieć dostęp do wrażliwych informacji, takich jak imiona i nazwiska, numery PESEL, adresy oraz dane dotyczące stanu zdrowia, w tym rozpoznania i zalecenia lekarskie.
Szpital podkreślił później, że nie doszło do włamania ani złamania zabezpieczeń systemu – naruszenie miało charakter organizacyjny i było wynikiem błędu pracownika oraz złamania podstawowych zasad bezpieczeństwa, takich jak nieudostępnianie służbowego sprzętu i blokowanie komputera przy opuszczaniu stanowiska.
Placówka poinformowała o incydencie, zgłosiła naruszenie do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych i wszczęła postępowanie wyjaśniające. Chociaż ostatecznie wskazała, że z dużym prawdopodobieństwem dane nie zostały wykorzystane przez osobę nieuprawnioną, zdecydowano się poinformować o zdarzeniu i przeprosić pacjentów, uznając, że w przypadku danych medycznych sama możliwość utraty poufności jest już poważnym naruszeniem zaufania.
Kaiser Permanente
Dwóch programistów. Dwa ekrany. Jeden problem z systemem. Kolejka maili nie działa, wiadomości do pacjentów nie wychodzą, a w systemie rośnie plik z niewysłanymi odpowiedziami zawierającymi dane medyczne. Pośpiech robi swoje. Kod sprawdzają na oko, ale po uruchomieniu skryptu maile rzeczywiście zaczynają wychodzić. Tyle że nie w takiej formie jak powinny.
Kaiser Permanente to jedna z największych organizacji ochrony zdrowia w Stanach Zjednoczonych. Już pod koniec lat 90. uruchomiła internetowy portal dla pacjentów, przez który można było umówić wizytę, zamówić receptę, zadać pytanie pielęgniarce albo farmaceucie i otrzymać poradę medyczną. Jak na tamte czasy było to rozwiązanie bardzo nowoczesne. Pacjenci mogli kontaktować się z personelem medycznym bez wychodzenia z domu, a cała komunikacja trafiała do systemu.
Właśnie w tym systemie pojawił się problem z niewysłanymi wiadomościami do pacjentów. Kolejka maili rosła, odpowiedzi na pytania medyczne nie dochodziły, a w systemie gromadził się plik z wiadomościami zawierającymi dane i informacje o leczeniu. Trzeba było to szybko naprawić. Dwóch programistów przygotowało więc skrypt, który miał uporządkować zaległą korespondencję. Nie przeprowadzili jednak pełnych testów i uruchomili rozwiązanie w pośpiechu, tymczasowo łącząc środowisko testowe z działającym systemem. Po uruchomieniu skryptu maile rzeczywiście zaczęły wychodzić. Tyle że każdy kolejny mail zawierał w sobie treść poprzednich wiadomości. Razem z danymi i historią leczenia innych pacjentów.
Po wykryciu błędu Kaiser Permanente wstrzymało wysyłkę wiadomości, usunęło wadliwy skrypt i przeprowadziło analizę incydentu, aby ustalić jego przyczynę. Organizacja wprowadziła dodatkowe procedury testowania zmian w systemie oraz rozdzieliła środowiska testowe i produkcyjne, aby podobna sytuacja nie mogła się powtórzyć w przyszłości.
Dane pacjentów na celowniku – hakerskie ataki na dużą skalę
W przypadku dużych wycieków danych medycznych celem nie zawsze jest pojedynczy pacjent. Głównym targetem jest baza danych jako całość, która staje się towarem sprzedawanym dalej lub wykorzystywanym do różnych form przestępczości, od phishingu po kradzież tożsamości. Dlatego właśnie ataki hakerskie na ALAB oraz Medibank powinny stanowić ważną lekcję dla tych, którzy tworzą systemy cyberbezpieczeństwa w medycynie.
ALAB
Maj 2020. Łomianki. Kobieta idzie oddać krew do badania. Jest zestresowana. Boi się ukłucia. Trzy lata później, kiedy do sieci wycieka jej PESEL, adres i wynik badania, przekonuje się, że to nie igła jest największym zagrożeniem. Luka w systemie bezpieczeństwa może zaboleć znacznie bardziej.
Po ataku na ALAB w 2023 roku okazało się, że za wyciekiem stoi zorganizowana grupa ransomware RA World, która włamała się do systemów i wykradła około 246 GB danych. Do sieci trafiła próbka (3,5 GB), ale już w niej znajdowały się wyniki ponad 54 000 badań pacjentów. Były tam nie tylko imiona i nazwiska, ale także PESELe, daty urodzenia, adresy, daty badań, informacje o lekarzu zlecającym oraz same wyniki badań, w tym bardzo wrażliwe informacje zdrowotne. Dane dotyczyły pacjentów z Warszawy, Łomianek i Łodzi. Zostały opublikowane prawdopodobnie w związku z niezapłaconym okupem.
Po wycieku uruchomiono rządową stronę, na której pacjenci mogli sprawdzić, czy ich dane znalazły się w ujawnionej bazie. Dla wielu osób był to moment, w którym po raz pierwszy uświadomili sobie, że przekazując dane do badania krwi czy moczu, powierzają systemowi nie tylko swoje wyniki, ale całą swoją medyczną historię.
Medibank
Elaine Zhang sprawdza skrzynkę mailową. Coraz więcej wiadomości musi oznaczać jako spam. Jedne są oczywiste, inne dużo bardziej podstępne. Wszystkie mają jej imię i nazwisko. W odpowiedzi na swoją skargę do firmy, która dopuściła do wycieku, dostaje oficjalne przepraszam i urzędowe wzruszenie ramion. Kobieta jest jedną z kilku milionów pokrzywdzonych.
W 2022 roku hakerzy zaatakowali australijską firmę ubezpieczeniowo-medyczną Medibank i wykradli dane około 9,7 miliona osób. Wśród nich znajdowały się nie tylko dane identyfikacyjne, ale także informacje o hospitalizacjach, diagnozach i przebytych procedurach medycznych. Gdy firma odmówiła zapłacenia okupu, przestępcy zaczęli publikować dane pacjentów w internecie, a część osób była szantażowana ujawnieniem informacji o leczeniu, m.in. dotyczącym zdrowia psychicznego czy chorób uznawanych za wstydliwe. Po ataku rząd Australii uruchomił specjalne wsparcie psychologiczne dla osób dotkniętych wyciekiem.
Diagnoza pod ochroną – kiedy stan zdrowia zostaje podany do wiadomości osób trzecich
Informacja o stanie zdrowia pacjenta, która nie jest należycie chroniona, wyrządza innego rodzaju szkody niż ujawnienie PESELu i adresu. To poufne dane, które mówią o historii choroby, a często także zdradzają to, co niekiedy ciężko powiedzieć nawet bliskim. Właśnie dlatego placówki medyczne muszą zdawać sobie sprawę z ciężaru odpowiedzialności za prywatność w tak ważnej sferze życia jak zdrowie.
Aetna
USA, rok 2017. Pocztą przychodzi list od firmy ubezpieczeniowej. Pacjent go odbiera, spogląda na kopertę i natychmiast ją chowa. W jego myślach ulga, że odebrał ją przed bliskimi. I obawa, że listonosz mógł podejrzeć wyraźnie widoczny tekst, zdradzający zawartość.
W 2017 roku amerykańska firma ubezpieczeniowa Aetna wysłała do tysięcy klientów listy dotyczące zmian w sposobie realizacji recept. Problem polegał na tym, że listy zostały wysłane w kopertach z dużym okienkiem, przez które było widać fragment pisma. W wielu przypadkach widoczny był tekst odnoszący się do leków stosowanych w terapii HIV. W efekcie osoby trzecie (domownicy, sąsiedzi, pracownicy poczty) mogły dowiedzieć się o leczeniu lub profilaktyce HIV u adresata, zanim ten w ogóle otworzył kopertę. Sprawa dotyczyła nawet 12 tysięcy osób w 23 stanach i zakończyła się pozwem zbiorowym przeciwko firmie.
Co ważne, do naruszenia prywatności nie doszło w wyniku włamania do systemu ani kradzieży danych. Dane zostały ujawnione w wyniku błędu w procesie wysyłki. Firma przekazała adresy zewnętrznemu podwykonawcy, który użył kopert z dużym okienkiem, nie analizując, że widoczny fragment pisma może ujawniać wrażliwe informacje medyczne. Firma przeprosiła i zapowiedziała zmianę procedur, ale dla wielu osób szkoda była już nieodwracalna, bo informacja o leczeniu trafiła do osób, do których nigdy nie powinna trafić.
Powyższe przykłady wskazują, że w ochronie zdrowia wyciek danych może mieć zupełnie inne konsekwencje niż w innych branżach. Ujawnienie numeru karty można zablokować, hasło można zmienić, ale upublicznionych informacji o leczeniu, diagnozach czy hospitalizacjach nie da się cofnąć. Dlatego w przypadku takich incydentów mówi się nie tylko o naruszeniu bezpieczeństwa danych, ale o realnym zagrożeniu dla prywatności i dobrostanu pacjentów.
Jakoś(ć)”: “ć” robi różnicę”. Artykuł prezentujemy Ci w ramach cyklu, w którym przedstawiamy funkcjonowanie systemów jakości w różnych dziedzinach życia, szczególnie w medycynie.
Więcej informacji: Zespół MarComm, pl_marcomm@davita.com
#DaVitaWay
#doskonałość usług #spójność słów i czynów #zespołowość #nieustanny rozwój #odpowiedzialność #satysfakcja #radość
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.
Tak coś czułam, że Ci się spodoba;)
Bardzo wartościowy artykuł.
Branża medyczna wymaga wysokiego zaufania społecznego – wszyscy musimy dbać by bezpieczeństwo danych i informacji nie było naszą piętą Achillesową.