Moje dzieciństwo – piękne wspomnienia
Jaka była Twoja ulubiona bajka/wieczorynka?
Eksportowe hity ze studia w Bielsku-Białej. Bolek i Lolek potrafili zbudować samochód z trzech desek i koła od roweru, a Reksio uczył nas, że pies to najlepszy kumpel, który potrafi nawet sędziować mecz siatkówki. Ich przygody nie potrzebowały dialogów – wystarczyła genialna muzyka.
Do zjedzenia czego żadna przedszkolanka nie była Cię w stanie zmusić?
Szpinak w formie „papki” – zanim nastała era świeżych liści i czosnku, szpinak bywał zieloną, bezkształtną masą, która wyglądała… i ten słodko mdły smak…mało zachęcająco.
W co najchętniej graliście/bawiliście się z kolegami po powrocie ze szkoły?
Trzepak był naszym Facebookiem, Instagramem i siłownią w jednym. To tam zapadały najważniejsze decyzje: kto jest „zaklepany”, a kto „skuszony”. Wykonywanie fikołków z nogami zahaczonymi o rurę- Poldens moich czasów- było szczytem lansu, a upadek na beton – chrztem bojowym, który leczyło się śliną i liściem babki lancetowatej. Gra w dwa ognie, w podchody na starym cmentarzu, który stał się parkiem zabaw (obecnie Rondo Kostytucji 3 maja- największe w Polsce ).
Najciekawsze wspomnienie z dzieciństwa, czyli co zrobiłeś niestandardowego / strasznego / zabawnego? Albo jakie najśmieszniejsze „powiedzonko” udało Ci się stworzyć?
To klasyka gatunku – moment, w którym Twoja głowa nagle staje się pasażerem na gapę w świecie metaloplastyki. Wszystko zaczyna się od niewinnej myśli: „Ciekawe, czy się zmieszczę?”. Głowa wchodzi gładko, jak nasmarowana masłem. Czuję się jak odkrywca nowych lądów po drugiej stronie balustrady. Świat zza szczebelków wygląda inaczej, niemal artystycznie. Jestem panem sytuacji. Postanawiam wrócić do bazy, ale nagle okazuje się, że moje uszy działają jak haki holownicze. W jedną stronę poszły z włosem, w drugą – stawiają opór godny straży granicznej. Centymetr, który dzielił pręty, nagle wydaje się węższy o połowę. Zaczynam obracać głowę, potem próbuję niemalże wykręcić kark jak sowa. Nic z tego. Odkrywam bolesną prawdę: głowa to nie kot, nie przejdzie wszędzie tam, gdzie zmieścił się nos. Wokół mnie zbiera się „komisja ratunkowa”. Mama smaruje mi uszy olejem rzepakowym lub płynem do naczyń, co sprawia, że wyglądam jak sałatka uwięziona w klatce. Tata przynosi brzeszczot albo lewarek samochodowy, mrucząc pod nosem coś o „genach po dziadku”.
Za czym najbardziej tęsknisz z tego okresu?
Tęsknię za… wyjściem z domu rano do szkoły co prawda z kluczem na szyi i powrotu o zmierzchu, bez telefonu w kieszeni. Jedynym lokalizatorem był mój żołądek lub słońce…za chlebem z chrupiącą skórką, który do domu docierał już obgryziony z piętki, oranżady w proszku wyjadanej palcem, Vibovitem, blokiem z mleka w proszku oraz wystanymi w kolejce pomarańczami które pachniały tak cudownie a smakowały wyśmienicie i tylko na Boże Narodzenie można było kupić.
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Bombowe historie! Edyta!!!
Vibovit! No i przygoda z barierkami – nie do podrobienia geny dziadka;) Ahahaha! Piękne! Plus te oczy – od razu wiedziałam, że to Ty:D